Partie, kampania i nowa polityka Facebooka

Pod koniec stycznia 2019 roku Facebook ogłosił, że w tym roku po raz kolejny społeczność największego serwisu społecznościowego na świecie będzie mogła spokojniej “przyjmować” to, co będzie się działo w czasie nadchodzących kampanii wyborczych.

Epizod przed komisją

Z pewnością argumenty jakie zostały przedstawione właścicielowi Facebooka przez Amerykańską Komisję, która badała temat wpływu “sił zewnętrznych” lub jak kto woli (rosyjskich hakerów) na wynik wyborów prezydenckich nie były zbyt miłym doświadczeniem. Mark Zuckerberg publicznie przepraszał za to co działo się w wyniku afery Cambridge Analytica a media na całym świecie spekulowały, że skoro zewnętrzne siły mogą kreować opinię publiczną w jednym z największych mocarstw świata, to być może wpływ na to kto zostaje jego głową państwa też mają nadawcy i wydawcy treści, które niekoniecznie mają te same interesy jak większość Amerykanów.

Wybory samorządowe 2018

Listopad 2018 roku był kulminacją. W USA odbywały się wybory do Kongresu, a w Polsce w tym samym czasie wybieraliśmy naszych reprezentantów, którzy zasiedli w radach gmin, miast, powiatów i województw. Wybraliśmy łącznie kilkadziesiąt tysięcy radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów. O 46 tysięcy stanowisk w całej Polsce ubiegało się ponad 191 tysięcy kandydatów. 6,6 tysiąca to byli kandydaci na wójtów, burmistrzów i prezydentów.

Największe partie polityczne chciały wykorzystać możliwości mediów społecznościowych w kampaniach wyborczych kandydatów w regionach, ale okazało się, że większość z kandydatów nie miała założonych profili na Facebooku, Instagramie, ani tym bardziej na Twitterze oraz Youtubie. Doradcy w centralach poradzili, by nagrać filmiki, na których kandydaci sami mieli nauczyć się naprędce działań w Social Mediach, ale szybko okazało się, że przepisy prawne dotyczące prowadzenia kampanii wyborczych w naszym kraju nie są dostosowane do prowadzenia nowoczesnych kampanii wyborczych.

Owszem, można było działać na zasadzie publikowania bezpłatnych wpisów na profilach osobowych oraz na fanpejdżach (stworzonych zazwyczaj za pięć dwunasta) polityków i liczyć na zasięgi organiczne, ale jak wiadomo to w wielu przypadkach za mało.

By rozpocząć reklamę płatną na Facebooku trzeba było zlecić zewnętrznej agencji przeprowadzenie takich działań – niestety w Polsce kampanię może prowadzić Komitet Wyborczy (który powstaje dopiero po ogłoszeniu terminu wyborów) tak więc większość kandydatów albo robiło to nielegalnie (czyli niezgodnie z przepisami o prowadzeniu agitacji wyborczej opłacając samemu reklamy na Facebooku), albo szukało wsparcia u znajomych, którzy prowadzili im działania zlecone przez komitety wyborcze na rzecz konkretnych kandydatów.

Centrale największych partii nie były w stanie obsłużyć zapotrzebowania swoich kandydatów, których w w 16 województwach było dziesiątki tysięcy a każdy z nich miał limit wydatków od kilkuset do kilku tysięcy złotych (kandydaci na radnych mieli niestety tak małe limity, że nawet lokalnym agencjom reklamowym nie opłacało się przyjmowanie zleceń na promowanie postów i kreacje działań marketingowych na Facebooku).

Przepisy dotyczące prowadzenia kampanii wyborczych tak pospiesznie nowelizowane kilka miesięcy przed wyborami niestety nie uwzględniły tych aspektów prawdopodobnie z powodu braku chęci znalezienia nowych dobrych rozwiązań. Ale oprócz tego chyba bardziej przekonującym argumentem z perspektywy czasu jest stwierdzenie, że nowelizatorzy nie przemyśleli tego zbyt dobrze – nie wiedzieli, że media społecznościowe to szansa nie tylko na skuteczne działania marketingowe ale także możliwość zbierania pieniędzy. W tym zakresie my Polacy mamy daleką drogę do przejścia. PR to jedno a zbieranie funduszy to drugie. Dwa tematy, które w naszym prawie wyborczym są jeszcze w erze średniowiecza.

Fake news, Fake accounts

Dezinformacja to jeden ze sposobów działania, który ma na celu zmylenie przeciwnika, jego zwolenników i doprowadzenie do sytuacji, kiedy Twój wyborca zmieni zdanie pod wpływem treści, które wcale nie muszą być prawdziwe.

Rok 2019 ma być szczególnie inny od poprzednich. Lata, w których powstawały specjalne zespoły w stylu War Election Room to już przeszłość. Teraz w kilku miejscach na Świecie powstają dodatkowo centra do spraw wyborów, które będą skupiać się na działaniach prewencyjnych.

Facebook wprowadził zmiany dotyczące promocji działań politycznych. Jest to związane ze zbliżającymi się wyborami do Europarlamentu, ale nie tylko.

Każda partia będzie musiała zarejestrować się jako reklamodawca na Facebooku, a oprócz tego każda reklama będzie dodatkowo oznaczona informacją na temat jej sponsora.

Facebook chce, by jego polityka dotycząca działań promocyjnych była bardziej zrozumiała i czytelna dla odbiorców dlatego działania, które mają na celu przeciwdziałać nadużyciom, publikacjom nieprawdziwych informacji i promocji treści przez nieprawdziwe konta.

Co z tą Polską?

W Polsce zapewne kampania wyborcza zacznie się cztery tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Członkowie partii będą zmieniać swojej zdjęcia profilowe na grafiki partyjne (koalicyjne) i udostępniać posty kilku Komitetów wyborczych, którzy zgłoszą swoich kandydatów. Z kilkuset kandydatów na europarlamentarzystów tylko nieliczni zlecą dodatkowe działania w mediach społecznościowych, ponieważ niewiele osób w naszym kraju docenia jeszcze te możliwości – tworzenia własnego kanału komunikacji, transmisji na żywo i tworzenia eventów oraz promowania za pomocą pieniędzy i docierania do konkretnych grup odbiorców.

Czy podobnie będzie na jesieni, kiedy w Polsce odbędą się wybory do Sejmu (460 miejsc i Senatu (100 miejsc), o które w skali naszego kraju powalczy kilka tysięcy osób?

Jacek Babiel

About Wybory lokalne - jak wygrać wybory?

jak wygrać wybory?, Wybory parlamentarne, wybory do Sejmu, Wybory do Senatu