Trening medialny i praca z doradcami. Tamara Bieńkowska w podcaście „Kampania wyborcza od A do Zet” – Audio + video

wiedza.e-babiel.com; jak wygrac wybory; kampania wyborcza; tajniki polityki; wygraj wybory; wybory do jst; konsultant polityczny; podcast wyborczy; e-babiel.com; wybory samorzadowe; kampania wyborcza; wybory jst; wybory lokalne; http://www.wyborylokalne.pl

Moim gościem jest Tamara Bieńkowska – coach i spin doctor. Kilka lat temu w książce „Jak wygrać wybory samorządowe” dzieliłaś się z czytelnikami swoimi uwagami na temat zasad tzw. treningu medialnego.

Ale czemu tak zwanego? To naprawdę jest trening medialny!

Tak, to jest trening, w który wielu kandydatów nie wierzy. Chciałbym, żebyśmy dzisiaj odczarowali ten temat treningu medialnego. Żebyś powiedziała jak on wygląda, dla kogo on jest, kto powinien zabiegać o to by pracować z takimi konsultantami jak ty. Będziemy rozmawiać o kampanii wyborczej. Skupmy się na wyborach samorządowych, bo chociaż rozmawiamy kilkanaście miesięcy przed wyborami samorządowymi, to jestem przekonany o tym, że im wcześniej ci którzy myślą o tym by kandydować zdecydują, tym większa szansa że w przyszłości wygra wybory.

Pełna zgoda. Moim zdaniem czas poświęcony na planowanie nie jest czasem straconym.

Na początku powiedz proszę o twoich doświadczeniach w zakresie doradztwa medialnego. Powiesz tyle ile możesz, bo doradcy nie mówią wszystkiego, nie mówią z kim pracowali. Są związani tajemnicą.

Nie mówią nic.

Ale tak naprawdę to doradcy decydują o tym co mówią politycy. Czy to prawda?

Tak lubię myśleć o swojej pracy choć tak na dobre nie biorę odpowiedzialności za treść tego przekazu. Może zanim opowiem o tym, czym się zajmuję i za co mi płacą to powiem skąd się wzięłam na styku światów pomiędzy światem mediów a polityki.

Tuż po tym jak zakończyłam swoją pracę, albo inaczej mówiąc karierę w publicznej radiofonii przypomniałam sobie, że jestem z wykształcenia psychologiem i zareagowałam na zaproszenie jednej z zaprzyjaźnionych kancelarii prawniczych, która poprosiła mnie o tzw. posługę trenerską. Miałam zaopiekować się medialnie jedną z osób, która aplikowała w wyborach do parlamentu i pomyślałam sobie, że to jest doskonała okazja żeby po pierwsze poznać kulisy tego zawodu a po wtóre, żeby sprawdzić co tak naprawdę mam do zaoferowania. To była bardzo zabawna historia. Spotkaliśmy się kilkakrotnie jak się potem okazało z przyszłym parlamentarzystą i nagle odkryłam, że ja wiem co trzeba zrobić, żeby mu pomóc. I że on tej pomocy potrzebuje.

Ale zapleczem było twoje doświadczenie pracy w radiu.

Zdecydowanie. Ja mogłam pomóc opakować wszystko to co chciał przekazać, żeby to było atrakcyjne. W związku z tym postawiłam sobie dwa zadania. Żeby to przesłanie, myśl przewodnia, rodzaj sloganu – komunikat, który z uporem lepszej sprawy, chciał implementować, żeby przekaz był atrakcyjny. Może to się bierze z mojego zaplecza, wykształcenia i przekonań, że ludzie tak naprawdę nie są racjonalni – wybacz że to powiem, ale emocjonalni z natury.

Zarówno kandydaci jak i wybierający?

Tak, bo to są też ludzie.

Specjalnie to zaznaczyłem, bo czasami jest tak, że jak rozmawiamy z politykami to oni mówią, że będą mówić do opinii publicznej.

Słuchaj, im się tak wydaje. Im się wydaje, że oni mówią do rzeczy. I to nie o to chodzi, żeby zmienić ich przekonania na własny temat, tylko uświadomić, że mówi się nie to co oni chcą powiedzieć, tylko należy przekazać to i jak usłyszeć to chcą ci do których się mówi. To bardzo trudna zmiana.

To praca z takimi ludźmi jak ty, im w tym pomaga?

Tak sądzę, na podstawie osiągnięć i rezultatów. Mam takie głębokie przekonanie, że beze mnie nie dają rady. Mają szansę się o tym przekonać. Czują różnicę. Widzimy tę różnicę przed serią spotkań i po zakończeniu takiego treningu. Mało tego. Nie tylko oni to widzą, ale możemy to potwierdzić w wynikach wyborczych. I nagle się okazuje, że ten czas nie był czasem straconym. Zdobywają kompetencje, wiedzę i umiejętności które mogą z powodzeniem wykorzystać już na sali obrad. Jeśli uda im się przejść tę umowną granicę.

 

Kamil Durczok, Tamara Bieńkowska, Mirosław Oczkoś, Rahim Blak, Daniel Bossy, Jacek Babiel, Grzegorz Turniak, wiedza.e-babiel.com; jak wygrac wybory; kampania wyborcza; tajniki polityki; wygraj wybory; wybory do jst; konsultant polityczny; podcast wyborczy; e-babiel.com; wybory samorzadowe; kampania wyborcza; wybory jst; wybory lokalne; http://www.wyborylokalne.pl

 

To wróćmy do początku. Mamy kandydata, który chce wystartować w wyborach i jeszcze nie wie, że trening medialny to jest coś, o czym powinien pomyśleć. Dlaczego ludzie, którzy chcą występować przed innymi, chcą występować w mediach, chcą ubiegać się o moje, nasze poparcie, powinni trenować z doradcami i konsultantami?

Mam na to jedną odpowiedź. Bo mówienie jest sztuką oralną. I nie tylko liczą się słowa, które komunikujemy, one symbolizują treść, a liczy się wszystko dookoła tego wszystkiego. Nie uwierzysz jaką wielką rolę i ogromne znaczenie ma wszystko to co my nazywamy tłem werbalnym, czyli jak liczy się funkcja głosu. Ona zresztą tłumaczy istnienie linii 0700, ale to już przy innej okazji. Liczy się czy to jest głos wysoki, czy niski, czy ktoś mówi wolno, czy szybko. To są miary głosu, które pozwalają uczynić twoją wypowiedź atrakcyjną.

I co, kandydat zgłasza się do ciebie i ty zaczynasz pracę nad jego głosem?

Zaczynam zwykle od elementu, który ja nazywam upokorzeniem.

Tamara, opowiedz o tajnikach pracy konsultanta. W wyborach samorządowych co cztery lata startuje 200-300 tysięcy kandydatów, którzy ubiegają się mniej więcej o 40 tysięcy foteli radnych, wójtów, burmistrzów, prezydentów. Nie chodzi o to by kogoś przestraszyć.

Zacznę od przezabawnej historii. Ona wiąże się z czasem przed wyborami ale wiąże się ze spotkaniem w trakcie wyborów tuż po ustaleniu korzystnego wyniku wyborczego. Pewnego dnia zgłosił się do mnie mężczyzna, który miał swoje zaplecze biznesowe i jak się potem okazało szczęśliwie przeszedł tę granicę, już miał wynik – kiedy otworzył drzwi mojego gabinetu powiedział „głupia sprawa, wygrałem”. A ja zapytałam „jak to głupia sprawa – to gratuluję wygranej”! Na co on powiedział „jest kłopot”. Szukaliśmy odpowiedzi jak to się stało, że wygrał. Na co on powiedział „no wiesz, dobre zdjęcie, fajny slogan, niezły nakład i po prostu nie mogłem nie wygrać”. Zapytałam „co teraz”, na co on powiedział „uczyń ze mnie męża stanu”. Zabrzmiało to tyle śmieszno co straszno, ale było dla mnie swoistym wyzwaniem.

Moja praca polegała na ustaleniu – ja nazywam to rodzajem diagnozy – w czym jest kłopot, jeśli chodzi o jego swobodną wypowiedź ustną tak żeby mógł przemawiać w sposób atrakcyjny i naprawdę mówił do rzeczy. Tak, żeby mówił z przesłaniem, tak żeby kończyło się to jakąś puentą, żeby wynikał z tego jakiś wniosek na przykład nie tylko dla tych, którzy go słuchają ale także dla jego partii.

Ile czasu trwała taka praca?

Posługując się pewną dyrektywą powiedziałabym że teoretycznie każdy może mnie wynająć, bo jeżdżę po świecie z trenerską posługą i trochę żartuję z moimi klientami, że żeby wynająć ludzi takich jak ja, każdy z nich powinien mieć drobną sumkę zdeponowaną na koncie osobistym – zapewniam cię, to nie są astronomiczne pieniądze. Choć mam takie przekonanie, że wszyscy ci państwo płacą mi za osobiste kompetencje, a nie za obecność. Czuję się zobowiązana do tego, żeby im dostarczyć najwyższą jakość obsługi. Druga rzecz o którą proszę to czas. Jacku, to jest wszystko co mam dla tych ludzi. Mój czas i moje kompetencje. Wielokrotnie weryfikowane przez rynek. Śmieję się, że potrzebujemy około czterech lat, żeby zmienić nie tylko nastawienie do wystąpień publicznych, ale przede wszystkim wykształcić nawyk, który jest im potrzebny do tego by mnie zwolnić z pracy. Nie mam ambicji, żeby im towarzyszyć przez całe życie, jestem rzeczniczką tego, by ich uniezależniać od siebie, ale też mieć pewność, że w momencie, kiedy skończy się moja współpraca, będą na tyle samodzielni by wziąć odpowiedzialność za to co mówią. Bym ja nie musiała się wstydzić.

Powiedziałaś, że na początku jest ciężko.

Czasami trzeba zrobić krok do tyłu, żeby zrobić dwa kroki do przodu.

W czasie tych pierwszych spotkań klienci dowiadują się o sobie więcej bo to konsultant i doradca wyciąga te dobre i złe strony i pokazuje je?

Na początkowym etapie współpracy jestem zupełnie kim innym niż teraz. Bo raczej milczę i słucham tego co moi rozmówcy mają do powiedzenia. Nie uwierzysz ile rzeczy można wyczytać z tego co ludzie mówią, jak mówią, jakich słów używają na opisanie otaczającej ich rzeczywistości. Mówiąc żargonem naszego środowiska, jakich hipnotycznych wzorców używają na określenie tego na czym im zależy. Ja przeprowadzam tą diagnozę tak jak lekarz, kieruję swoich pacjentów do laboratorium, po to żeby przepisać im receptę, żeby podjąć tryb leczenia. Każdy z nich wymaga zupełnie innej obsługi, ale wszyscy wiedzą na czym im zależy. Potem przystępujemy do treningu. Ten trening jest stowarzyszony z informacją zwrotną. I znowu to jest to, co lubię robić. Ta robota daje mi niepowtarzalną okazję się zezłośliwiać. Oj, zapewniam cię, że jestem dobra w tym co robię!

Bo ja bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie. Oczywiście, że w pierwszej kolejności mówię swoim klientom o tym co robią dobrze – nie za bardzo jest o czym rozmawiać. Wybacz, że to mówię publicznie.

Potem chętnie mówię co trzeba zmienić, ale nie pozostawiam ich bez pomocy, bo mówię jak się z tym uporać. A potem decydujemy, czy na tej ścieżce będziemy pracować razem. Działamy jak konie, które idą za tym samym dyszlem. Moi klienci nie mogą spowalniać mojej pracy – muszą akceptować moje metody, sposobi i środki i ja nie mogę się wysforować niepotrzebnie do przodu, co pozostawi ich w tyle.

Powiedz więcej o tych sposobach i środkach, żeby ci którzy do tej pory nie pracowali z konsultantami i doradcami usłyszeli więcej. Być może to jest szansa na promocję tego rodzaju działań. Bardzo mi zależy na tym, by jak największa ilość kandydatów, tych którzy chcą być naszymi reprezentantami, korzystała i wiedziała jak wygląda taka praca przed, ale także jak można z tego skorzystać zaraz po ogłoszeniu wyników.

Powiem ci z jaką skalą trudności mierzymy się w czasie naszych działań, czy podczas współpracy. Ta diagnoza o której wspominam daje mi okazję, żeby wdrożyć program naprawczy. A do czego on się sprowadza?

Wyobrażam sobie, że wszystko jedno czy będziemy mówić o politykach, czy o liderach, czy o menadżerach – to ta sama kategoria. Każdy z nich powinien umieć mówić i rozmawiać. Powinien stać stabilnie na obydwu nogach, bo jak stoi na jednej nodze to się niestety męczy. Albo może się jakoś potknąć.

Uczę ich mówić w sposób atrakcyjny – przekaz jednostronny, monolog, ale uczę ich też dyskutowania, reakcji na polemikę, debatę. Uczę odpowiadania na pytania które padły nie wprost, albo na trudne pytania na które nie ma odpowiedzi. Co zaś się tyczy atrakcyjnej formy, to kiedy przyglądam się swoim klientom to filtruję ich przez swoje umowne kategorie. Jest ich bardzo dużo.

Ale na początek sprawdzam jak stoją. Bo mówiąc językiem pewnego obrazu filmowego „bo stać trzeba umić”. Tak jak trzeba „umić się ruszać”. Bo ruch sceniczny w sytuacji dużych spotkań z wyborcami jest naturalnym atrybutem każdego polityka. Powinien świadomie przemierzać przestrzeń medialną. Koncentrujemy się oczywiście na gestykulacji bo gesty są naturalnym atrybutem każdego lidera. Dzięki temu możemy przekazać dużo więcej niż wynika z analizy słów.

Nie uwierzysz, badania dowodzą, że słowa przynajmniej na początkowym etapie znajomości są ważne na około 7 procent. Wiesz, że 38 procent to wszystko co jest dookoła słów? A reszta to język ciała! My jesteśmy wszyscy biologiczni, jesteśmy zwierzętami. Możemy powiedzieć, że jesteśmy zwierzętami politycznymi albo zwierzętami medialnymi.

Potem koncentruję się na tym w jaki sposób stosują strategiczną pauzę, która mówi więcej niż słowa. Dbam, żeby ich przekaz językowy był piękny. Idę na wojnę z międzysłówkami, które są szumem informacyjnym i niepotrzebnym brudem w świecie mediów. Rozmawiamy także o kontakcie wzrokowym – do tego się sprowadza elementarz treningu medialnego.

Skoro ważniejszy jest obraz i my wyborcy zapamiętujemy bardziej znaczenie naszych gestów, mimikę twarzy, to jak się ruszamy i ubieramy, gestykulujemy niż treść, to jak pracujesz nad tą treścią?

Z treścią jest tak, że to samo powiedziane do dwóch różnych osób znaczy coś innego. Zwłaszcza to samo powiedziane innym tonem głosu. Mogę powiedzieć – bardzo cię Jacku przepraszam. A mogę powiedzieć też, Jacku – przepraszam. Co zabrzmiało dużo bardziej wiarygodnie. Ale mogę też powiedzieć, przepraszam Jacku! I to nie będzie to samo przepraszam. Ja mogę nadać słowu pewne znaczenie. Powiem więcej, to samo mogę powiedzieć różnymi słowami. Zobacz jak wielkie znaczenie ma umiejętność pozytywnego przeformułowania. Wyborcy nie spotykają się z politykiem, żeby dowiedzieć się czego on nie może, na czym się nie zna, czego nie potrafi – to nie jest atrakcyjne.

A po co spotykają się wyborcy z politykiem?

Chyba po to, by usłyszeć jak są ważni dla niego, na co mogą mieć wpływ, co mogą zrobić razem z nim. Więc każdy z polityków powinien zaprezentować się godnie i powiedzieć na czym się zna, co może im od siebie zaproponować, co jest im w stanie przyobiecać. Są tacy, którzy specjalizują się w obiecywaniu i tacy którzy biorą odpowiedzialność za swoje obietnice. To buduje ich wartość.

Wszyscy, którzy startują w wyborach, zawsze coś obiecują. A potem zawsze muszą się z tego wycofywać.

Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale ja uważam że są dwa okresy w życiu polityka. Pierwszy burzliwy i dynamiczny, przed okresem wyborów, a drugi to taki dość rutynowy, gdzie zaczyna się prawdziwa polityka. Biorąc pod uwagę specyfikę naszego kraju, niestety, o zgrozo częściej zdarza mi się pracować na chwilę przed kampanią wyborczą, za pięć dwunasta, albo w czasie kampanii wyborczej. Rzadko kiedy moi rozmówcy mają pomysł by posłużyć się tą naszą znajomością, albo o zgrozo niestety nie wybiegają z dużym wyprzedzeniem by zaplanować, że mogę im kiedyś być potrzebna.

Dlatego to nasze spotkanie kilkanaście miesięcy przed terminem wyborów mówimy o kuluarach i tajnikach tego całego przedsięwzięcia, bo tak trzeba to nazwać. Powiedz Tamara, kiedy rozpoczynać działania kampanijne? Czy można powiedzieć, że zacznę wcześniej, zastanowię się, popracuję z konsultantami, doradcami, będę mieć strategię, cele, poćwiczę – czy jest taki czas o którym możemy powiedzieć, że jeśli się w tym czasie przygotujesz, to wygrasz?

Ja od jakiegoś czasu zaczęłam planować nie od początku do końca, tylko od końca do początku. To jest raczej pytanie, kiedy chciałbyś się znaleźć w parlamencie, kiedy chciałbyś zostać prezydentem? Przytoczę przykład byłego już prezydenta, pewnego światowego mocarstwa, który decyzję o tym, by zostać prezydentem podjął w szkole średniej. I zobacz z jaką determinacją i pasją godną lepszej sprawy robił wszystko krok po kroku, żeby ostatecznie przejąć ten fotel.

To chodzi o Clintona?

Także. Ale ostatnio popisał się taką decyzją Barack Obama. Żałuję, że nie znalazłam się w jego sztabie wyborczym, bo wówczas mogłabym się poszczycić tym, że mamy podobny sposób myślenia o polityce i podobne nastawienie do mediów. Idąc dalej odpowiadając na twoje pytanie, może się okazać, że dziś jest ten najwyższy czas w sprawie tego, czy do wyborów nasi potencjalni politycy będą szli sami z pełną świadomością ryzyk.

Sami bez wsparcia zaplecza?

Mówię o tych wszystkich ludziach dobrej woli, którzy oczywiście wspierają swoich kandydatów i robią to bo mają do tego kwalifikacje. Ja często pracuję w biznesie, odnoszę się do tego świata chętnie i często używam skrótów myślowych, które bardzo dobrze robią moim zdaniem na wyobraźnię. Często mówię też zarówno swoim klientom z kancelarii, jak i tym którzy pracują w biznesie – płacimy za kompetencję a nie za obecność. Wszyscy są po coś, każdy ma jakieś kompetencje – ja nie ubiegam się o największe zaszczyty w świecie polityki, choć też miałam kiedyś taki pomysł, ale wiem co mogę od siebie zaproponować. I wiem na czym polega moja wiedza, moje doświadczenie poparte bardzo konkretnymi studiami przypadków. To jest jakaś oferta. Ona podlega oczywiście wycenie. Cokolwiek nie zrobi potencjalny kandydat na burmistrza, posła czy prezydenta – będzie żałował. Zrobi to ze mną – podzieli się władzą, będzie musiał mi zaufać, ale też nigdy się nie dowie jakie mogłyby być rezultaty gdyby odmówił takiej naszej współpracy.

Ci klienci przychodzą za pięć dwunasta, w ferworze walki, kiedy obrywają z prawej, z lewej?

Najczęściej! Byłabym niesprawiedliwa. Jak to mówimy „mam w swojej stajni” takiego jednego młodego mężczyznę, który przyszedł do mnie sześć lat temu – przyznaję, że potraktowałam go dość protekcjonalnie kiedy powiedział, że chce być w naszym kraju za dziesięć lat szefem partii, a za 12 lat chce być premierem (mniejsza o to jakie ma poglądy polityczne). Popatrzyłam na niego – muszę go prosić o wybaczenie – i sobie pomyślałam „naprawdę”?

Patrząc na to jak jest zaangażowany w ten rozwój, ile czasu poświęca na lekturę, treningi, wyciąganie wniosków, konfrontowanie się z trudnościami – myślę sobie, że dobrze by było gdyby dopiął swego, wtedy ja mogłabym poszczycić się tą współpracą i być może przypisać sobie w części jego sukcesy. Bo my się dzielimy sprawiedliwie, oni porażki, my sukcesy.

Ale ten przykład to jednostka. A reszta? Jak trwoga to do boga?

Wszystkie ręce na pokład.

W dzień i w nocy?

Tak, to prawda, jestem człowiekiem do wynajęcia i sypiam ze słuchawką przy uchu. Bardzo często świadomość tego, że jestem dostępna jest błogosławieństwem dla moich klientów ale też często sięgają oni po ten telefon w sposób nerwowy ponieważ cena jaką płacą wynajmując ludzi takich jak my to ogromny stres i napięcie, którego mogliby sobie, ale też nam oszczędzić, gdyby to zaplanowali z wyprzedzeniem. Bo wszystko da się zrobić. Jestem głęboko przekonana, że to nie jest kwestia urzędu, stanowiska, bez urazy – rangi, tylko właściwej alokacji zasobów. Używam tego terminu żeby powiedzieć, że zasoby to nie tylko czas i pieniądze, o które najczęściej walczą kandydaci, ale przede wszystkim ludzie wspierający wewnątrz partii, ale też na zewnątrz, którzy są do wyjęcia.

Powiedziałeś o tym, że pracowałam w kampaniach samorządowych, prawdą jest też że i w kampaniach prezydenckich i z pewnym zaszczytem i dumą wspominam, że pracowałam dla ludzi o bardzo różnych poglądach politycznych. Oczywiście to nie jest dowód, że ja swoich poglądów nie posiadam, pewnie że je mam, ale uznaję za pewien rodzaj kompetencji, że potrafię być neutralna wobec deklaracji programowych i niezależna.

Chcesz powiedzieć, że możesz pracować dla ludzi z prawej strony sceny politycznej, z lewej, z centrum?

Tak, ponieważ wszyscy są ludźmi i potrzebują naszej pomocy.

Ci kandydaci, którzy są w tej bieżącej polityce powinni to wiedzieć, że doradca polityczny akurat w tym wypadku – nie ma znaczenia jakie ma poglądy.

To trochę zależy. Cokolwiek nie zrobisz, będziesz żałował. Moje doświadczenie daje mi pretekst do tego i taką filozofię pracy, żeby nie utożsamiać się z poglądami moich klientów. Bo to pozwala mi zachować pewną niezależność, a to daje możliwość zachowania korekty ich zachowania.

Co by było, gdybym otoczyła ich wspierającym ramieniem i powiedziała ależ tak, myślę tak samo jak ty, podziwiam, pochwalam. Trudno by było mi się zdystansować. A ten dystans jest mi potrzebny do tego, żeby pójść po rozum do głowy w sytuacji kiedy oni tracą rozum.

Ten dystans jest tym czymś czego nie ma w obozie politycznym, bo wszyscy są za blisko? Za blisko lidera, prezesa, premiera?

Oczywiście!

Wiesz, może ja inaczej widzę tę bliskość. Bo ja nie muszę się spotykać często, rozmawiać długo – nie rozmawiamy o rzeczach nieistotnych, a rozmawiamy o rzeczach ważnych. Wiesz to jest taki rodzaj kompetencji którą się ma po wielu latach życia. Żeby w ludziach się doszukiwać ich talentów, a wszyscy je mają, nawet moi klienci z polityki – zapewniam cię. Każdy jest do czegoś uzdolniony i każdy ma inny talent. Ale wszyscy tez łącznie z nimi maja luki kompetencyjne. Każdy z nich ma rodzaj niedoskonałości.

Słyszymy, że polityka jest brudna, niedobra, wiele osób mówi że nie interesuje się polityką i nie chce się tym interesować, a potem widzimy te wyniki przy urnach – widzimy jaka jest frekwencja. Czy to, że oni są ułomni ma duży wpływ na to, że świadomość tej ułomności pomaga im podejmować decyzję – sięgam po pomoc?

Rzadko kiedy są świadomi siebie samych, bo to by oznaczało pewien rodzaj wglądu. Prawda też jest taka, że w polskim systemie politycznym każdy może podpiąć się w dowolnym momencie swojego życia podpiąć się pod pewne barwy flagowe ugrupowania politycznego, bo wtedy łatwiej przejść przez ciemny las i aplikować w wyborach…

Kiedyś pamiętam, spotkałam – i widocznie tak miało być – uczonego profesora politechniki (był chyba wykładowcą atomistyki), po krótkiej dyskusji powiedział „wie pani, chyba mamy podobny zawód” i wtedy zaczęliśmy rozmawiać o polityce. Okazało się, że pan o którym mówię – dziś pracuje w Zurichu – wspomina jak to w jego nowej ojczyźnie żeby móc zarządzać krajem, trzeba odbyć trening i staż w zakresie reprezentowania kantonu, departamentu, a wcześniej ubiegać się o urząd miasta. My nie mamy tego treningu i umiejętności. A to znaczy, że moi klienci wystawiają się na porażki medialne.

Chciałabyś, żeby wszyscy parlamentarzyści mieli doświadczenie samorządowe, by móc ubiegać się o mandat w Sejmie i Senacie?

Tak daleko nie sięgają moje macki, bo bardzo wyraźnie rozróżniam to na co mam wpływ i to na co nie mam wpływu. Biorę rzeczywistość jaka jest. Ale zgodzisz się pewnie, że jako zwykły śmiertelnik mam prawo oczekiwać, że ci którzy będą występować w parlamencie dobrze wykorzystają czas który jest im dany. A w związku z tym, że nie będą się tego zawodu uczyć w boju, tylko przygotują się wcześniej.

Pamiętam jak jeden z moich klientów, kiedy otrzymał zaszczyt reprezentowania nas w parlamencie przez pierwsze cztery lata zabierał ze sobą rakietę do tenisa i w przerwie posiedzeń Senatu rozgrywał partie tenisa z bardzo wysoko postawionymi liderami innych ugrupowań ponieważ nie miał nic do powiedzenia.

Może w tym czasie dowiadywał się ważnych rzeczy?

Być może, ale już nigdy się nie dowiemy co mógłby zrobić dla mnie, dla ciebie, dla ojczyzny, gdyby posiadał tę umiejętność wcześniej. Udało mu się zaszczycić skład Senatu na drugą kadencję, gdzie po treningu medialnym szumnie i ze swadą wypowiadał się na temat losów naszego kraju. Nie uznajemy tego za czas stracony? Mówię o pierwszych czterech latach.

Mam świadomość, że czytają nas ludzie, którzy mają doświadczenie w polityce, ale są też pewnie i tacy, którzy myślą żeby wystartować pierwszy raz. Co poradzisz takim ludziom, którzy są na skraju decyzji, znaleźli ten materiał i się zastanawiają?

Posłużę się techniką. Czasami posługujemy się tą techniką by doprowadzać naszych rozmówców do sprzeczności. – Czy zgodzisz się, że lepiej być zdrowym niż chorym? Czy jesteś po mojej stronie, że lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć?

Zmierzam do tego, że lepiej otaczać się ludźmi, którzy wiedzą. Są ludzie, którzy mają tę wiedzę, ona została skodyfikowana, ona powstała w wyniku obserwowania tego czego chcą wyborcy. My tą wiedzę mamy i potrafimy tą wiedzę twórczo wykorzystać, a do tego przełożyć na konkretne zachowania. Nie pracowałabym w tym zawodzie, gdybym nie wierzyła, że każdego można tego nauczyć. Choć z drugiej strony wiem, że nie kształcę do wywiadu amerykańskiego, czy do dyplomacji. W związku z tym każdy z nich może pewien poziom wiedzy osiągnąć. Ale też po naszej stronie są te wszystkie myki psychologiczne i zabiegi marketingowe, które pozwolą pokryć te zmieszanie jakąś wprawą. Więc może to jest moment, kiedy trzeba zdecydować w swoim rozumie, czy startować w ogóle. A jeśli tak, to czy walczyć po to żeby walczyć, czy walczyć po to żeby wygrać. Używając sportowego porównania powiem – wiesz że pamięta się oczywiście finalistów mistrzostw olimpijskich, ale jeszcze lepiej pamięta się medalistów. A najbardziej pamięta się złotego medalistę. Drugie miejsce na pudle jest zawsze pierwszym miejscem przegranym.

Tamara, na koniec. Gdzie można przeczytać więcej o tobie, gdzie można przeczytać twoje teksty?

Nie ma nic lepszego niż rekomendacje, ale jakby ktoś chciał posłużyć się wiedzą to zachęcam do osobistych spotkań. W atmosferze swobodnej rozmowy możemy wymienić informacje, będę miała okazję zaprezentować swój punkt widzenia. Mam też swoja wizytówkę w internecie www.tamarabienkowska.pl i tam można znaleźć też mój numer telefonu.

Już zupełnie na koniec. Gdybyś miała polecić do przeczytania coś ludziom, którzy chcą wystartować w najbliższych wyborach?

Oprócz wszystkich twoich książek Jacku, chętnie powołuję się na dwie ważne zasady. Pewnie istotne jest by mieć jakąś wizję, nośną ideę, ale też dobrze byłoby być prężnym liderem. Wiem, że twoim gościem był pan Trzeciak, chętnie powiem że książki jego, poświęcone budowaniu marki osobistej są doskonałą okazją by się sobie przyjrzeć i jak mówi guru „stworzyć marketingową relację opartą na pożądaniu”. Głęboko wierzę w sens marki osobistej.

Co zaś się tyczy przywództwa, moim zdaniem wszystko zaczyna się od książki, która stanowi pewien kanon w moim świecie a nazywa się „Biznes od nowa” Toma Petersa.

Tamara, bardzo dziękuję ci za rozmowę. Cieszę się, że mogliśmy porozmawiać o tajnikach, o tym jak pracują doradcy, konsultanci, trenerzy medialni. Zależało mi na tym, by ta rozmowa była wskazówką dla tych, którzy zastanawiają się nad startem, dla tych którzy startowali już pięć razy i zastanawiają się teraz, czy korzystać z pomocy konsultanta i doradcy. Dziękuję za to spotkanie i za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *